14 marca w bibliotece odbyło się kolejne spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki. Do naszego grona dołączyło sporo nowych uczestników (dziękujemy wszystkim, którzy przyjęli zaproszenie!) – rozmowa wzbogaciła się więc o ciekawe punkty widzenia i sporo merytorycznej wiedzy. Tym razem szukaliśmy odpowiedzi na pytanie: Kobieta w literaturze – anioł czy demon?

Monika: literatura Indii Wschodnich z jej wyraźnym podziałem na anielsko dobre, zagubione bądź rozmarzone bohaterki, zwykle o holenderskich korzeniach i zaborcze, tubylcze kochanki, gotowe uciec się do najbardziej wyrafinowanych praktyk, aby zatrzymać przy sobie białego mężczyznę; z jednej strony kobiety jakby zatopione w przyrodzie i synkretyzmie religijnym, zwłaszcza tzw. prymitywnych wierzeniach i magii, a z drugiej zmuszone stać mocno nogami na ziemi, osadzone w historii, niemal na każdym kroku konfrontowane z odchodzeniem i śmiercią. Romantyczne i pragmatyczne zarazem.

Paweł: bohaterki Anny Janko, zwłaszcza „Dziewczynki z zapałkami” i „Pasji według świętej Hanki” – kobiety realistyczne, z krwi i kości, mocno związane z życiem samej pisarki (rys autobiograficzny), osadzone we współczesnych realiach, borykające się z codziennymi problemami. Hanka doświadcza „potężnej siły miłości, która jak demon, zarazem tworzy i niszczy, prowadzi na szczyty egzystencjalnych doznań, ale także porzuca na krawędzi, spycha na dno, w pobliże śmierci”.

Miłosz: Anna Karenina – najpiękniejsza zakochana bohaterka w dziejach literatury! Na pewno kobieta wyjątkowa – potrafiła wbrew społecznym normom i panującym konwenansom pójść za głosem serca, zakwestionować swoje małżeństwo i wybrać kochanka. Anioł czy demon? Na dodatek stworzona przez mężczyznę, Lwa Tołstoja, który nie tylko mistrzowsko odmalował społeczeństwo rosyjskie XIX wieku, jego dylematy moralne i konieczność zachowania pozorów, ale przede wszystkim naturę kobiety – początkowo kryształowej i idealnej przedstawicielki swojego stanu, a potem… „Cóż to była za jakaś wariacka namiętność?! Byle dowieść jakiejś oryginalności… Otóż i dowiodła! Siebie doprowadziła do zguby i zniszczyła dwóch zacnych ludzi: swego męża i mego nieszczęsnego syna”.

Beata: Olive Knitteridge – surowa nauczycielka matematyki, oschła żona, despotyczna matka, bohaterka wysoce antypatyczna, szorstka, powściągliwa, żyjąca według określonych zasad, zbuntowana wobec świata, podważa sens społecznych konwenansów, bezceremonialna, arogancka i kompletnie wyzuta z uczuć, a jednak… okazuje się, że nie do końca. Strout stworzyła portret niejednoznacznej, na swój sposób intrygującej, wręcz fascynującej osoby, z pozoru demona w ludzkiej skórze, ale tylko z pozoru.

Aneta: ciekawe zestawienie dwóch skrajnie różnych postaci Carmelli z „Ojca chrzestnego” i Emmy z „Madame Bovary”. Jedna pobożna, spokojna, wyważona, dostojna, druga – kapryśna, chłodna, narcystyczna, rozrzutna, niekiedy wręcz histeryczna. Emma marzy o miłości idealnej, niezwykłej, opisywanej w romansach i powieściach Waltera Scotta. Żyje w świecie ułudy, nie chcąc dopuścić do siebie realiów. Zaniedbuje dom i rodzinę. Ostatecznie burzliwy i namiętny romans, w który się wdaje, prowadzi do tragicznego końca. Carmella, jej przeciwieństwo, jak prawdziwa włoska matka, trzyma rodzinę twardą ręką, często chodzi do kościoła, modląc się za duszę swojego męża i dzieci – mafiozów, ale budzi sympatię.

Agnieszka: lady Makbet. Postać iście demoniczna, przebiegła, bezwzględna, wyrachowana i sprytna, która manipulując swoim mężem, pobudza jego ambicje i ostatecznie doprowadza do dramatu. Pierwowzór współczesnych kryminalnych bohaterek.

Z naszej dyskusji płynął jeden konkretny wniosek: żadna z literackich postaci, nawet ta stworzona przez Szekspira, nie jest jednoznacznie anielska ani demoniczna, w każdej przejawiają się wszystkie cechy i pierwiastki, wszelkie odcienie człowieczeństwa, tyle że w różnych natężeniu. (MJD)