„W niektórych społecznościach wciąż żywa jest wiara, że śmierć  to dopiero początek długiego procesu uwalniania duszy z ciała. Jego końcem jest całkowite zniknięcie albo rozkład ciała, po którym pozostają  jedynie kości lub mumia. Wtedy organizuje się kolejny pogrzeb i dusza zmarłego może  się wreszcie połączyć z przodkami, by wraz z nimi czuwać nad rodziną, plemieniem, ludem. (…)

Dla buddystów ciało jest powłoką duszy, która zamierza poprzez kolejne wcielenia do nirwany. Nic lepiej nie pokazuje bezwartościowości tej cielesnej powłoki, jak jej spopielenie. Do kremacji jest jednak potrzebne drewno, a na wyżynach Tybetu i w Mongolii lasy nie rosły. Tamtejsi buddyści znaleźli więc inną metodę unicestwienia zwłok.
W trakcie agonii i przez 3-5 dni po niej mnich odczytywał Tybetańską Księgę Umarłych, która wyjaśniała zmarłemu, co się z nim dzieje, uczyła, jak pokonywać strach i osiągnąć stan bardo, w którym dusza zapomina o poprzednim wcieleniu i przygotowuje się do następnego. Potem następowało pożegnanie z rodziną. Mnisi wynosili owinięte w biały całun ciało, umieszczali je na grzbietach wielbłądów lub jaków i przewozili w miejsce położone niedaleko. Tam do pracy przystępowali „grabarze”. Odwijali zwłoki, nacinali je nożami, by wypłynęła z nich krew i wnętrzności. Ciała pozostawiali na żer padlinożercom. W Tybecie – ptakom, które nasyciwszy się ludzkimi szczątkami, wzbijały się ku niebu. Dlatego rytuał ten nazywano podniebnym pogrzebem.” K. Kopytko, Focus 242/2015

Listopadowe spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki było poświęcone zwyczajom zadusznym w literaturze i różnych kulturach. Polecana lektura: „Tybetańska Księga Umarłych”.

Tym razem dyskusję przenieśliśmy do piwnic naszej biblioteki – w efekcie rozmowom towarzyszyła niesamowita atmosfera. (MJD)

Zobaczcie sami: